Czytasz wiadomości znalezione dla zapytania: AKORDEONY WŁOSKIE
Wiadomość
  Transport międzynarodowy

120 złoty to nie majątek wporównaniu do cen P.L.L.LOT :-)


Jak najbardziej, ale wydaje mi się aż za mało.
Z drugiej strony skąd LOT ma tekie ceny? DO każdego biletu dodają faceta
z akordeonem czy i panią do umilenia podróży? Czym oni lataj? ;)

Możesz jedynie przejść cały pas startowy na nogach ,bo nie masz
wykupionego biletu na autobus lotniskowy :]


Hehe, nie widzę lepiej, potem ochrona lotniska za bieganie po pasie
między samolotami, kara, zatrzymanie czegośtam...bomba ;)
Chyba sobie w busa wsiądę ;

Płaci bo musi ,jechałem raz do Włoch autokarem ,w sumie 27
godzin.To było przeżycie :[
Tyłek mnie bolał przez dwa kolejne dni.


Jak sprawdzałem to mam niewiele mniej, ale to daje popalić.
Muszę jeszcze po biurach pobiegać.
Z tego co zauważyłem im szybciej tym lepiej, bo ceny nagle potrafią
radykalnie podskoczyć :-/ A z drugiej strony zawsze moga jakieś zniżki
wprowadzić równie szybko.

 
  WOKALIZY
WOKALIZY

powtarzalność ćwiczeń
przestaje absorbować
nie zajmuje myśli

mechaniczne odtwarzanie
podanego wzoru
za każdym razem o ton wyżej

włoskie teksty wprawek
tracą miłosną dźwięczność
już przy dwukreślnym "c"

by pod koniec drugiej oktawy
znaczyć już tylko tyle
co do mi sol mi do

nawet wprowadzenie
forte - pianowego zróżnicowania
już im sensu nie przywróci

kanonem nieczuwania
pustka zagląda w oczy
dona nobis pacem

na twarzy zostaje
scenicznie przyklejony
woskowy uśmiech

wszystkie wolne myśli
wciągnięte skórzastym
miechem akordeonu

macierzanka

  WOKALIZY

WOKALIZY

powtarzalność ćwiczeń
przestaje absorbować
nie zajmuje myśli

mechaniczne odtwarzanie
podanego wzoru
za każdym razem o ton wyżej

włoskie teksty wprawek
tracą miłosną dźwięczność
już przy dwukreślnym "c"

by pod koniec drugiej oktawy
znaczyć już tylko tyle
co do mi sol mi do

nawet wprowadzenie
forte - pianowego zróżnicowania
już im sensu nie przywróci

kanonem nieczuwania
pustka zagląda w oczy
dona nobis pacem

na twarzy zostaje
scenicznie przyklejony
woskowy uśmiech

wszystkie wolne myśli
wciągnięte skórzastym
miechem akordeonu

macierzanka

Piękny wiersz, macierzanko. Niezależnie od zawsze mi miłej materii (muzyki - w tle "little
man" Waitsa), a właściwie na jej tle uniwersalne przesłanie o znudzeniu/znużeniu
powtarzalnym, przewidywalnym, o nieuchronnej utracie atrakcyjności takiegoż. A myśli?
Nieprawda, że wciągnięte, one sobie buszują już całkiem gdzie indziej.

Pozdrawiam serdecznie

elka-one

#PS. Jesteś może muzykiem? O, jakże bym Ci zazdrościła!
E.

  Honda Accord Aerodeck 96 - prosba o opinie

Witam,

Noszę się z zamiarem zakupu Hondy Accord Kombi 96rok z silnikiem 2.0i 136KM
Czy ktoś z was miał z tym do czynienia i może coś o tej wersji autka coś
powiedzieć ?? jakie osiągi ?? spalanie, dynamika jazdy itp ??


Ogolnie Akordeon to bardzo dobre i bezawaryjne auto...  osiagi i
dynamika troszke ponaprzecietne jak na pozostale dwulitrowki, spalanie w
granicach 7-10litrow w zaleznosci od stylu jazdy, przy pozamiejskiej
jezdzie bez szalenstw ale bez ospalosci spokojnie miesci sie w
8litrach... ogolnie to nie jest auto do jezdzenia po miescie...
bagaznik taki sobie, ani duzy ani maly...  tylne zawieszenie nie lubi
polskich drog, przod  o wiele bardziej tolerancyjny poza gumami
stabilizatora...
mityczne ceny czesci do Hond to kwestia podejscia do tego gdzie i co sie
kupuje...    orygilnae czesci faktycznie zabijaja cenami ale oryginaly
np. do VW sa w podobnych cenach!   ceny dobrej jakosci zamiennikow do
zaakceptowania przez kazdego a biorac pod uwage dobra bezusterkowosc
auta sa nawet atrakcyjne..   unikac wloskich zamiennikow!   np. przeguby
rozlatuja sie po 30-40 tysiacach normalnej jazdy...

pozdr. uk

 
  Potrzebne informacje na temat GEM CD30
Dzięki Agaart za info. No cóż , nie spodziewam się żadnej rewelacji po CD30. Będzie okazyjnie wykorzystywany głównie do zagrania paru walczyków, polek, marsza itd. Zależy mi głównie na podstawowych barwach takich jak akordeon, organy, sax, tąbka itd. Dlatego pytam głównie o takie zastosowanie Miałem kiedyś GEMa WS2 i stylowo, barwowo do takich rzeczy nadawał się zdecydowanie lepiej niż np Roland E70. Miał coś takiego z włoskiej naleciałości że przyjemnie się na tym grało CD30 to niby nowsza wersja więc mniemam że nie powinien być gorszy Mam okazję zamienić się na niego z notebookiem. Kasy narazie nie ma, więc wszelkie inne GEMy czy Soltony nie wchodza w grę
  PROGRES ze Zgierza
Przez Agencję Profesjonalnych Zespołów Muzycznych na Legionów zamówiliśmy na nasze wesele właśnie ten zespół. Widzieliśmy ich na płycie DVD i wydawało nam się, że zespół spełni nasze oczekiwania. Jest w nim czterech facetów, grają na saksofonie, dwóch gitarach, klawiszach i akordeonie, śpiewają bardzo fajnie, są zresztą wykształconymi muzykami. Widzieliśmy ich repertuar i też nam pasował, polski pop, trochę biesiady, trochę disco polo, popularne piosenki angielskie i włoskie (ładnie śpiewają też po angielsku - tak słyszeliśmy na płycie), nie piją alko podczas imprezy. Niby jestem zadowolona, ale chętnie bym dowiedziała się czegoś o tym zespole od kogoś, kto ich słyszał na weselu na żywo, bo my z narzeczonym dopiero się będziemy wybierać, by zobaczyć ich na żywo...
Bardzo zależy mi na jakichś opiniach...

[ Dodano: Pon Gru 10, 2007 3:34 pm ]
  Szanty. Cóz to jest.
[quote="bartosikTak przy okazji chciałem spytać - Szantana gra i śpiewa szanty? Nie pytam złośliwie - pytam, żeby ustalić czy o tym samym mówimy, bo moze byc tak że dyskusja jest "o pietruszkę" - może mówimy o tym samym (ja jagoda, Ty borówka, Ty weka, ja angielka )
Bartosik[/quote]

Znowu sprawa rozchodzi sie o definicję...Jeżeli chodzi o poprawne rozumienie szant to Szantana na pewno ich nie gra. Jeżeli chodzi o "potoczne" rozumienie tego słowa to myslę, że się miescimy. Ja osobiście wolę mówic, że gramy 'Rocka marynistycznego" inspirowanego folkiem z róznych stron świata (szczególnie z Francji, Włoch i Śląska). A że robimy to z raczej głośno to jest droga pewnej ewolucji. Kiedyś grywaliśmy z bongosami i akordeonem. I powiem szczerze, że ciągnie mnie też czasem do bardziej 'akustycznego" grania. To jest wygodniejsze Ostatnio często grywam z Jędrkiem (Głupim Robotem) w duecie Dulcimer- Flety lub gitara.
  jakiej muzyki słuchacie ?
no to zaczynamy

Queen, The rolling stones, Metalica, Bob Marley, Pink Floyd, Deep Purple, Guns`n`Roses, Led Zeppelin, Aerosmith, Jimi Hendrix, Red hot chili peppers, U2, Billy Ray Cyrus, Hank Williams , Louis Armstrong, Glenn Miller, Miles Davis, muzyka klasyczna najczesciej Mozart i Beethoven, muzyka akordeonowa (wszelkiego rodzaju włoskie i francuskie walczyki), Blues Brothers, Wu Tang Clan, NWA, Public Enemy, Snoop Dog (tylko stary), Dr Dre, 2Pac. Jeśli chodzi o stacje radiowe to tylko Trójka

Pewnie zapomniałem jeszcze czegoś wymienić ale nie chcę was zanudzać Dodam jeszcze tylko że gram na pianinie i na akordeonie
  [HCC.SC] SylwesTEK 2oo8/2oo9 [2 SCENY 15 KW with Kokci /FR/]
Na wstępie dziękóweczka wielka niczem kula ziemska dla przybyłych z bliska i daleka!
YOU ARE THE PARTY!

Atmosfera była zajebista, tak więc mamy wielki impuls by działać dalej.

Next party "U Ducha" - z początkiem kwietnia; wraz z pierwszym ciepłem, poleje się żar z SSów - głównymi goscmi będą młode włoskie rekiny sceny TEK - Datek & Frank@ - którzy moim i innych zdaniem byli odkryciem sceny hardtek/hardfloor roku 2008!

Nowe info bedzie pojawiać się regularnie...

tymczasem w sąsiednim topicu DJ 100 WAT już dał info o najbliższym party - 7 lutego - w klubie Karczma zhardflooruje nas niejaki ROMS, jak sama nazwa wskazuje jest Romem tylko zamienił akordeon na korgi i sekwensery.

WALKA W KARCZMIE JEST ZAKONTRAKTOWANA NA 10 RUND - DO GODZINY 8:00 JAKBY KTOŚ SIĘ PYTAŁ

SS - KZQ (2 x to co jest na naszych normalnych bibach tamże)

---------------------------------------------------------------------------------------------------

wracając do sylwestra minusem był brak Trzeszczego ; i zimno , ale mam nadzieje że to was tylko zahartowało, i teraz jak ruscy odetna nam gaz - sylwestrowicze z zagnańska będą mieli na to wyYebane.

THX !
  Niezwykle Kontrowersyjni
Mamy pierwszego PMR-a! Piosenka jest do pobrania dla członków zespołu, proście, a będzie Wam dane [Jest to naturalnie pierwsze nagranie, nie wolne od zamierzonych niedoskonałości].

Szanta włoska
(Gondoliera)
muz. inspirowana trad., słowa szynszyla/Antek Stalich

1. Tira, tira, Barba Nicooola! (Tira!) G
Moja dziewczyna to Pola C G
Tiralitiralila a
Czeka na Polę gondola C G
Tiralitiralila a

2. Mojej miłej rum krąży w żyyyyłach! (Tira!)
Na nogach rano się słania
Tiralitiralila
I nienawidzi mnie drania
Tiralitiralila

3. Moja miła jest bardzo chooora! (Tira!)
Choroba morska ją dręczy
Tiralitiralila
I w tej gondoli mi jęczy
Tiralitiralila

4. Moją miłą głowa dziś booooli! (Tira!)
Kołysze mocno w gondoli
Tiralitiralila
Dzisiaj juz nie poswawoli
Tiralitiralila

5. Moja miła burtę przeeeebiła (Tira!)
Gdy wiosłem szczura zabiła
Tiralitiralila
Ma miła dzisiaj niemiiiiła!
Tiralitiralila

6. Polę z gondoli fala zmyyyła (Tira!)
Nie założyła kapoka
Tiralitiralila
A nie pływała jak foka
I koła nie uchwyciła
Zginęła tak Pola miła...
Tirali lali laaaa....

Tira, tira, Barba Nicooola...

Propozycje: Makenzen na bodhran, Freak opracuje akordeon. Potrzebujemy silnego głosu męskiego, żeby mogło spiewać dwóch gondolierów, więc póki co, stawiam kandydaturę Petera K. Jak sądzicie?
  Mechanicy Shanty
15 i 16 lipca w Kunicach miałam przyjemności po raz pierwszy na żywo wysłuchać moich ulubieńców. Jestem pod wrażeniem, mimo fatalnego nagłośnienia zespół brzmiał jak na płytach. A może nawet lepiej? Bo był ten osobisty kontakt z wykonawcami, czuło się ich zaangażowanie i satysfakcje z tego, co robili? Panowie przejechali mnóstwo kilometrów z Giżycka do Legnicy, po krótkim wypoczynku weszli na scenę i nie czuło Sie zmęczenia w ich glosach.
Niewątpliwie główny wykonawca "Szkot" wysuwa się na plan pierwszy ze swoim wspaniałym głosem i charyzmą, ale i inni członkowie zespołu zwrócili moja uwagę. Np "Bebik" ze swoja bez wątpienia atrakcyjna aparycja i miłym basem oraz akordeonem ( pięknym białym włoskim instrumentem): Misiek z banjo oraz pozostali: Picek, Lesiu i Jacek - każdy z tych panów razem i z osobna stanowią o niezwykłości zespołu! Podczas słuchania szant czułam od nich profesjonalizm i autentyczna radość ze śpiewania. Bardzo mi się to podobało i czekam na następny taki występ! Do zobaczenia w Tychach!
  Filmiki
Och tak, my- kobiety jesteśmy takie zimne i nieczułe, wpędzamy mężczyzn w jakieś afery, a potem rząd wisi na włosku...ojej w imieniu kobiet: "Jakże mi przykro"


Bo najprzebieglejszy mezczyzna nie dorowna w falszu najszczerszej kobiecie :P

Na rozluznienie przeboj http://youtube.com/watch?v=3xbfFAYTN-g.
Połączenie raeggae i electro z naleciałościami peruwiańskiego folkoru i cygańskich pieśni ludowych przy akopaniamencie akordeonu równocześnie łącząc umiejętną grę na poszczególnych instrumentach. Tłem muzyki jest nieskończenie ciągnący się bit, którego głośność wzorowo współgra z modulacją głosu wokalistki, co świadczy o wysokich umiejętnościach komponowania całości.
  pigini
nio ja wiem, dlatego napisałem, ze pigini jest w miare średnim akordeonem wogóle akordeony produkcji włoskiej wygladaja dla mnie licho. o tyle sa dobre, ze nie wazą za wiele i to jest plusem tyle,że wtedy odbija sie to na brzmieniu także ciężko byłoby wyprodukowac akordeon idealny
  akordeon nie po polsku
Witam wszystkich! Nie gram na akordeonie i stąd moja zupełna nieznajomość tematu i pytanie. Czy są jakieś skróty od nazwy akordeon po włosku? (tak jakby zapisać akordeon w partyturze) Znalazłam tylko całą włoską nazwę (jak w nicku). Bardzo pilne.

Pozdrawiam (-:
fisarMonica
  akordeon nie po polsku
czasami nawet w książkach śa błędy. spotkalem sie z błedem odnośnie cyi w książce do audycji muzycznych, w stosunku do tego jak wydobywany jest dźwięk w akordeonie. także jak z takim czymś walą gafy to czemu nie z nazwami włoskimi
  Popularnosc akordeonu na polskiej wsi
Można się śmiać z taniej Chińszczyzny, której zresztą unikam bo to buble, ale czy nie śmieszniejszy jest fakt, że włoski akordeon (np. dla gimnazjalisty) średniej klasy z barytonami kosztuje od ok. 16000-24000 zł ?
Jak wytłumaczyć rodzicowi zdolnego ucznia I st, że jeśli będzie chciał posłać dziecko po podstawówce do gimnazjum, będzie musiał wydać te 20000 zł - jeśli chce, by mogło ono realizować program nauczania ? Przecież to szajba. Gitarę można kupić za 5000 zł i będzie można na niej grać na studiach i po studiach. Akordeon - jeśli się na nim ćwiczy choćby 2 godz. dziennie, nawet poszanowany - nie wystarczy "do końca życia". Właśnie trzymam w ręku nowy cennik akordeonów. Akordeon Pigini Convertor 37/B3 (odpowienik Weltmeisterowskiej "toccatki" jeśli chodzi o wielkość i skalę) kosztuje 2900 Euro , Convertor 55/B w zależności od wersji - 4500-73000 Euro, itd, itd.
Nowa "Toccatka" (60 basów z 36 barytonami) firmy "Weltmeister" to koszt 8200 zł (sic !).
Np cóż...
  Pytanie-Odpowiedź (dowolna tematyka)
Przecież nie ma czegoś takiego jak stop stali, ponieważ, uwaga.... stal JEST stopem!!! Stopem żelaza z węglem mianowicie.
Czyli chodzi o stop żelaza, węgla i czegoś jeszcze? W takim razie Fratus zgadł.

nie, nikt nie zgadł - stroiki robi się z ok: 70% tytanu, 10% srebra i 19%stali... w efekcie otrzymujemy nierdzewiejący, na tyle miękki (w drganiu) i twardy (na uszkodzenia) że jest wprost idealny. Dlatego instrumenty kosztują po 50.000 złotych (tyle kosztował mój - średniiej klasy z włoch).

P.S. Normalne stroiki do normalnego akordeonu robili (Ruscy ofcourse:D) z aluminium i czegoś jeszcze... ale się po paru latach rozstrajały
  Gigi D"Agostino
Gigiego szalenie lubię, choć w określonych dawkach. Lata temu bawiłam się w jednej z włoskich dyskotek i za konsoletą stał właśnie D'Agostino; to co wyprawiał z muzyką było niezwykłe Szaleństwo! Najbardziej lubię Amorelettronico, jest świetna wersja z akordeonem.


Czy On za konsoletą jest tez taki rozbiegany jak w niektórych swoich teledyskach clipach?
  Wielki Al di Meola 5 września w Gdyni
Współpracowały z nim wielkie postaci światowej muzyki: Chic Corea, Luciano Pavarotti, Paco De Lucia, Paul Simon, Phil Collins, Santana, John McLaughlin, Herbie Hancock, Stevie Wonder. Zdobył najwięcej nagród w historii prestiżowego Guitarist Magazine Poll. Nagrał 21 płyt. 5 września koncertem w Teatrze Muzycznym rozpocznie jesienną edycję cyklu JaZzGdyni. Al Di Meola – wirtuoz gitary, posiadacz włoskich korzeni, argentyńskiej wrażliwości i amerykańskiego paszportu.

JaZzGdyni staje się marką, dla której równie naturalne jak niebiesko-białe logo stały się koncerty muzyków najwyższej klasy. W samym 2008 roku w ramach cyklu wystąpi łącznie nam 50 światowej sławy artystów. Jesienną edycję JaZzGdyni otworzy Al di Meola. Wielce ceniony w jazzowym środowisku, posiadający absolutnie fenomenalną technikę oraz lekkość przekazu emocji gitarzysta zaprezentuje nowy projekt „New World Sinfonia”. Na scenie gdyńskiego Teatru obok Ala Di Meoli (gitara) wystąpią: Gumbi Ortiz (perkusja), Peo Alfonsi (gitara klasyczna), Fausto Beccalossi (akordeon).

Al di Meola, 5 września 2008, godz. 20:00, Teatr Muzyczny w Gdyni, ceny biletów: 120, 140, 160 zł, do nabycia w Gdyni: kasy Teatru Muzycznego, w Tawernie przy klubie Pokład, sklep muzyczny Puls w Gemini, w Gdańsku: Internet Cafe w kinoplexie Krewetka, online: www.jazzgdyni.pl
  Pytanie: Morelli
OCZYWIŚCIE JEST TO CHIŃSKI INSTRUMENT!!!Uważajcie na takie instrumenty.Z jednym gościem prowadziłem polemikę na allegro ponieważ pisanie, że jest to instrument włoski jest karalne.Pan w następnym ogłoszeniu nie pisał już o instrumencje, że jest włoski tylko"akordeon renomowanej włoskiej firmy Morelli"Pamiętajcie jednak, że zgodnie z literą prawa przy umowie kupna-sprzedaży macie 2 tygodnie na odstąpienie od umowy.
A kolega Lukaszek zanim coś napisze to niech się zastanowi, bo po takich opiniach ktoś może sobie narobić tylko szkody
  Pytanie: Morelli
Pół kanałowy? Znaczy ze niby co ma... co drugi dzwiek w kanale czy co? Co do tego wytworu Morelli - czy to wloski czy chinski - nie wiem. Jednakze faktem jest, ze zarowno renomowane Bugari czy pigini to rowniez dzis pol-chinskie wyroby, we wloszech skladanew duzej mierze... A ceny - bez komentarza... Smutna prawda ale prawda... niemniej jezeli ktos tak jak zalozyciel tematu szuka akordeonu w przeziale 4- 5 klocków - polecam osobiscie jak najbardziej Weltmeistra poniewaz sa to akordeony o wyrobionej renomie, bardzo trwale i stosunkowo niezawodne, a i stosunkowo tanie w eksploatacji.
  Weltmaister Supita
ja gram na supicie guzikowej w muzyku i szczerze mówiac, nie równa sie włoskim produkcją. jest to akordeon starego typu, który trzeba pociągnąc, zeby zabrzmiało. w porównaniu z bugarim, borsinim czy nawet scandallim gra sie na nim cięzko. taki toporny instrument raczej, a i brzmienie nie jest jakieś boskie.
  Weltmaister Supita
Ja sobie supite i S4 dobrze chwalę być może trafił Ci się jakiś toporny sprzęt. To zależy tez od sprzętu. Generalnie charakterystyka Supity wygląda tak, że jakościowo jest wykonana lepiej niż Cantus ( zwany następca supity przez niektórych). Cantus był z tego co pamiętam produkowany u schyłku NRD i to już NIEMIEC praktycznie w każdym calu. Ja osobiście widziałem Cantusa z przerobionymi głośnicami na strój włoski ( fajnie brzmiało).

Supita ma oczywiście swoje wady: ciężka i mechanika basowa dość delikatna potrafi się popsuć łatwo. Mi samemu podczas gdy grałem na Weltmaistrze S i supita popsuł się guzik basowy.

Jeśli chodzi dalej o supitkę to warto zerknąć do środka i spojrzeć na jakoś wykonania chórów. W oryginalnych głośnicach tego akordeonu widzimy drewno bukowe lub świerkowea nawet sosnowe. Głosy Hand Made. Jednak to bardzo znikoma charakterystyka tego weltmaistra. Wiadomo, że współczesne akordeony, które są produkowane są lepsze, wygodniejsze, jednak fenomenem tego akordeonu jest to, że mimo, iż jest stary to można rzecz, że jest nieśmiertelny. Są tez opinie iż niektóre nowe akordeony współczesne nie mogą się równac jakości wykonania co do Supity. Prosty przykład- Hohner Amica ( typowy chińczyk). Dobry to akordeon jednak tylko dla początkującego muzyka ( słaba klawiatura) A Supita cóż ja jak grałem na niej to generalnie same superlatywy jak na akordeon tej klasy.
  Najlepszy akordeon
z tego co pamietam to weltmaister wloskiej produkcji to jedynie supita, ale wcale to lekkie nie jest a wrecz przeciwnie, ciezkie- z gryfem B, na ktorym mialem przyjemnosc grac to wazyla ok 10,5 kg jak pamietam. Chyba ze weltmaister Caprice ( ale nie jestem pewien czy to akordeon z licencja wloska czy tez wloskimi glosami raczej nie)
  Najlepszy akordeon
hmm no to co powiesz o fiacie? wiem że większość osób gdy mówi włoski samochód ma zapewne na myśli ferrari, Niemcy mają natomiast BMW, Audi i Mercedesy są to samochody ekskluzywne i naprawdę dobrze wykonane. Niemieckie wyroby są bardzo wytrzymałe, to właśnie Niemcy opracowali czołg Leopard 2 i jest to jeden z najlepszych czołgów na świecie (wiem niewiele ma to wspólnego z akordeonem). Grałem kiedyś na 30-letnim Weltmeisterze był to chyba Gigantilli IV, z zewnątrz nieźle skatowany ale grał dobrze. Akordeony Weltmeistera są numerem 1 w kategorii cena/jakość, a i tak nie odbiegają zbytnio droższym akordeonom konkurencyjnych firm pod względem jakości dźwięku czy komfortu gry.
  Jaki macie akordeon?
Ja kupiłem akordeon włoski Silvio Marotta na Allegro. Kupiłem za 1,5 tys. zł i dałem do przeglądu. Koszt strojenia i wymiany niektórych głosów basowych wyniósł 800 zł. (chciałem miec mocne basy). Mam więc akordeon za 2.300 zł, a jego obecna wartośc jest szacowana na 5 tys. zł. Przed zakupem decyzję skonsultowałem z fachowcami. Doradzili mi, abym kupił akordeon włoski z lat 70-tych. I mieli rację. Wszystko jest zrobione z dobrego drewna (klawisze, obudowa, głośnice). Odradzono mi zakup Veltmajstera i Honera. Są to niezawodne niemieckie akordeony ale połowa elementów jest wykonana z plastyku. Trzeba pamiętac, że akordeon to duże pudło rezonansowe gdzie o jakości i barwie dżwięku decyduje drewno. Ponadto duża ilośc głosów nie jest wskazana. Kazdy głos to dodatkowy 1 kg oraz niekorzystne wypchanie pudła. Również ozdóbki plastykowe oraz osłony blaszane zdecydowanie obnizają jakośc dżwieku. Konkludując: kupując instrument z drewna będziesz miał wspaniałe flety, oboje, fagoty. To już nie będzie "rycząca cyja" ale przyjemny instrument dęty (akordeon to instrument dęty drewniany podobnie jak organy).
  Zespół muzyczny DUET-HIT
Profesjonalny dwuosobowy zespół muzyczny z wieloletnią praktyką w kraju i za granicą chętnie zagra na Twoim weselu.Szeroki repertuar (około 900 utworów).Instrumenty żywe:saksofon,akordeon i klarnet. Śpiewamy po polsku,niemiecku,angielsku,hiszpańsku,włosku i francusku.Możemy poprowadzić imprezę w języku niemieckim lub angielskim.Zapraszamy na stronę www.duet-hit.com
  Accordion is dead
Akordeony nie zaginą, zobaczmy choćby na francuską kulturę muzyczną, począwszy od nowoczesnego zespołu In-Grid gdzie właśnie wykorzystywane są te insturmnty, po franckuskie Musette, które jest przecież bądź co bądź klasyką :). Również jak koledzy stwierdzili na weselach bez brzmienia akordeonowego również się nie obejdzie:) Jeśli chodzi o szczegóły ja osobiście wole dźwięk akordeonu francuskiego od włoskiego hehe a wszystkich w klawiszach aż 3...:( :D

[ Dodano: 22-04-06, 13:03 ]
  Akordeon - brzmienie
Stary ale mnie przeraziłeś. Ten gość żyje i według mnie ma się dobrze bo nawet niedawno się z nim widziałem i mówił mi że teraz naprawia jakiś włoski akordeonik i niebawem będzie go miał na sprzedaż jak będziesz chciał to dam Ci namiar na niego. I mówimy o tym samym człowieku o Tadeuszu Krzysztofku. Gośc ma niesamowitą smykałkę do tego odpierniczył mi akordeon tak, że szoczek.
  gem sg1 vs tyros2
dzięki a jak sie ma sg1 do pa1x bo widzę że nie masz już korga pa


To zależy co chcesz porównywać. Obydwa instrumenty brzmią bardzo dobrze (w końcu to wyższa półka), ale każdy z nich inaczej. Korg jest bardziej studyjny (jeśli tak można określić aranżer)- style są dokładnie dopracowane, ale jakby takie ciężkie, brakuje im lekkości i tego fajnego brzmienia "pod nogę" charakterystycznego dla instrumentów włoskich (Solton/Ketron).
Brzmieniowo pa1x jest naprawdę super, ale Solton wcale nie odstaje, a w niektórych brzmieniach nawet bardziej mi pasował niż Korg (trąbki, organy, akordeon, sax). Perkusja w jednym i drugim jest super, ale mnie osobiście również bardziej odpowiada ta z Soltona.
No i ostatnia rzecz - cena i wyposażenie. Ja za Soltona chcę dostać do ręki bez targowania 5000zł, pa1xpro sprzedałem za 6200, przy czym SG1 w standardzie ma i dekoder mp3 i nagrywarkę CD-RW, a w typowej wersji pa1xpro (a taką miałem) nie ma ani nagrywarki, ani mp3. Natomiast wersja "elite", która posiada te dodatki kosztuje co najmniej 7tys.zł. Moim zdaniem pa1x nie jest lepszy o tyle, o ile jest droższy Dlatego pa1xpro sprzedałem, a SG1 - też sprzedaję. Dlaczego? Bo zacząłem grać w zespole (live) i keyboard nie będzie mi potrzebny - dlatego kupiłem Triton'a Extreme a to już zupełnie inny wymiar brzmień niż w keyboardzie.
  ZESPÓŁ MUZYCZNY "ETNA"
WITAJ!

Jeśli szukasz zespołu na wesele, przyjęcie, 18-tkę czy też inną imprezę okolicznościową, a dodatkowo mieszkasz w Łodzi lub okolicach - zespół muzyczny "ETNA" oferuje swoje usługi.
Gramy w składzie 4-osobowym:
Gosia (vocal), Krzysiek (klawisze+vocal), Piotrek (klawisze+vocal) i Piotrek (gitara+vocal),
ale jeśli potrzeba możemy skład pomniejszyć lub powiększyć.
W czasie wesel przygotowujemy także wyprowadzenie z domu panny młodej (w zależności od życzenia), a także "wyjścia do stołów" na przyśpiewki nie tylko weselne (instrumentarium: gitara, akordeon, trąbka, tamburyn) i różne zabawy dla gości.
W repertuarze mamy utwory z minionych 50-ciu lat XX wieku i nowości, które pojawiają się na rynku muzycznym. Śpiewamy po polsku, a także po angielsku, włosku, francusku i rosyjsku. W zależności od potrzeb organizujemy repertuar zgodnie z życzeniem Klienta.
Chcemy, by czas z nami spędzony był dla Was czasem niezapomnianym!

Kontakt: Krzysiek - 0 500 070 702.
  Sklep muzyczny
AGNIESZKO poruszylas interesujacy mnie temat.Dziekuje. Mnie interesuja instrumenty
muzyczne (przede wszystkim klawiszowe a wszczegolnosci akordeony) a takze utwory
(nuty,wydania) na akordeon (techniczne i ludowe ) tj. muzyka francuska,niemiecka i wloska .Kto wie gdzie ,prosze o podzielenie sie wiedza,tzn. adres i dojazd w Berlinie i w innych miastach wschodnich Niemiec. Dziekuje. Pozdro.
  Zakup Accorda - kilka pytań w tym o znaczek na klapie ;-)
Witam wszystkich !

Na wstępie chciałbym przywitać serdecznie wszystkich miłośników marki, jako że to mój pierwszy post tutaj. Ostatnimi czasy pozbyłem się Alfy 156 i po kilkuletniej "przygodzie" z wyrobami włoskiej myśli motoryzacyjnej ( a przyznam że nie było lekko), wybór padł na Hondę Accord. Ze względu na pułap finansowy w grę wchodzą roczniki 2000-2002 silnik 1.8 lub 2.0 VTEC. Nie będę podpytywał no co zwrócić uwagę przy zakupie bo pewnie i tak ktoś mnie odeśle do archiwum a poza tym jadę oglądać auto z fachowcem.
Mam na oku 2.0 VTEC z 2001 roku, przebieg pod 150 tkm, bardzo ładnie wyposażony: skóra, elektryka, automatyczna klima, zestaw Bose, dach szklany itp. Mam jednak jedno pytanie: auto na klapie nie ma znaczka Hondy oraz oznaczenia modelu w prawym, dolnym rogu. Z tego co pamiętam jeżdżąc kiedyś Civikiem 1.4 99 rok, znaczek jest mocowany na dwa bolce, nie wiem czy tak mają też Akordeony? Z góry dziękuje za informację czy były serie bez znaczków czy też może ktoś zdjął co oznacza że klapa była pewnie lakierowana.
  Czego słuchacie oprócz HH-o ile słuchacie?
mówiac ze slucham wszystkiego nie sklamie bo :

Muzyka lat wczesnych..
począwszy od Funkowego bluesowego grania dziadkowych kapel , jak ze starych amerykanskich filmów gdzie grupa dziadków przesiaduje u fryzjera sluchając wlasnie tej muzyki - lata 50/60'

przez jazz - Milesa Davisa

Przez Funk - ktorego po prostu nieda sie nie kochac ;]

Bee gees - stayin alive ;]

Haddaway - what is love

Wczesny rock Elvisa Presleya ;]

Potem Rock typu Koncowe nagrania Beastie boys , Bracia Cugowscy ( piosenka SZARA TWARZ ) czy Red hot chilli peppers

Metal jak Korn ( Piosenka Word Up ) , Iron Maiden , Rammstein czy Sepultura

Reggae jak Peter Tosh , Polski grubson , junior stress , warszawski VvMfn czy Król Bob , brat ziggy czy favorite Damian takze z rodziny Marley

Instrumentale jak Chemical brothers ;] Prodigy czy Faithless

Muzyka folk - szkockie dudy , indyjskie brzmienia relaksu czy afrykanskie birmebao ;]

Muzyka Klasyczna - jak delikatne wloskie dzwieki czy francuskie fortepianowe dople ,

akordeonowe spokojne grania Yann Tiersen ( znany z soundtracku do filmu amelia ) -

zapraszamy do paryża albo amsterdamu , mnóstwo tego tam

muzyka casual - Thomas newman - Any other name ;]

Stestujcie to wszystko bo naprawde warto ;]
  MAGIA TANGA 16-18 maja 2008 I Weekend Kultury Argentyńskiej
Aisha & Victor
Informacje

Aisha & Victor to specyficzna para międzynarodowych tancerzy i nauczycieli tanga. Victor jest rodowitym Argentyńczykiem, z najbardziej tangowej dzielnicy Buenos Aires, Villa Urquiza, a Aisha ( Agnieszka) jest Polką, która większość życia spędziła poza krajem.

Mieszkają w Buenos Aires, gdzie mają studio taneczne i gdzie przyjmują swoich studentów z całego świata, ale 6 miesięcy każdego roku spędzają na tourné tangowym po wielu krajach Europy i obu Ameryk. Tango jest ich pasją i w wielu krajach są nazywani „nauczycielami charyzmatycznymi”.

Oboje maja wyższe wykształcenie - Victor jest architektem, ktory przez 20 lat pracował w jednej z najważniejszych pracowni architektury w Buenos Aires i które porzucił poświęcając się tangu. Aisha jest ligwistką, ze specjalizacja tłumaczeniową i dydaktyczną. Jest to ich bezwzględny atut w nauczaniu tanga. W ich podróżach tangowych towarzyszą im tez języki obce Aishy - poza polskim włada ona angielskim, niemieckim, francuskim, włoskim, portugalskim, katalońskim, rosyjskim, szwedzkim i oczywiście hiszpańskim. Jest tez absolwentką szkoły muzycznej i gra na kilku instrumentach, m. in. na akordeonie.

W Europie występowali i uczyli tanga w takich krajach jak Szwecja, Hiszpania, Portugalia, Niemcy, Francja, Polska, Republika Czeska, Łotwa, Ukraina, Rumunia, Bułgaria, Austria, Włochy i Turcja, uczestnicząc też w licznych festiwalach. Już trzeci raz z kolei zostali zaproszeni na Cumbre Mundial de Tango (Światowy Szczyt Tanga), tym razem, pod Patronatem Ambasady Polskiej w Argentynie.

Współpracowali z You Can Dance w Buenos Aires. Nauczyciele tanga Kingi Rusin, którzy wprowadzali ją i innych uczestników programu w tajemniczy świat tanga w Buenos Aires.

=================================================================

Od Franka: Tak, proszę państwa. Ta para juz w Brzegu - tylko dla nas . Próbuję nakłonić Aishę, żeby popisała trochę z nami .

F.
  opowiadanie o forumowiczach. ;DD
Był piękny, słoneczny, lipcowy dzień, kiedy Mad poszła umyć nogi w strumieniu. Nagle spotkała lenia, który, jak się okazało, był bardzo wkurzony ponieważ zostawiła go na pastwę losu obcym ludziom w środku miasta Kraków (na zlocie), którzy pomylili ją z mężczyzną! W ramach rekompensaty... Mad. zabrała ją na karaoke, a tam Drops wydzierala sie pod niebiosa przeswiadczona, ze wszyscy wokol dobrze sie przy niej bawia. Seven skakal kolo sceny podekscytowany, pstrykal foty. Mad i Len sie dolaczyly i nagle caly klub opustoszal. Drops przestala spiewac i wzięła sobieskego green apple do ust. Poczuła nowy zastrzyk energii, więc wzięła i spakowała walizy i wyleciała w ciepłe kraje zostawiając forum bez opieki. Seven nie wytrzymał i poleciał za Dropsem, biorąc ze sobą tylko kąpielówki i pieniądze zarobione na forum za składki. W tym czasie na forum niepodzielnie władzę przejęli Mad. razem z kFYatkiem, którzy, zostawieni sami sobie, przestali wyrabiać i z rozpaczy postanowili popełnić samobójstwo. Już wyszli na dach wieżowca Polsatu, na którym dopiero co wylądował, helikopter, kiedy z sąsiedniego budynku zobaczyła ich Mart i wyciągnęła chusteczkę i rzewnie zapłakała nad ich losem. Wtem zorientowała się, że może ich jeszcze uratować, ale stwierdziła, ze po co i zaczęła nagrywać wszystko na telefonie. Na szczęście z pomocą przybiegł Bolu który podbudował ich mówiąc, że jego życie jest gorsze, że ma przesrane, bo musi w czwartki od 7 do 19 siedzieć na uczelni. Reakcja niedoszłych samobójców była natychmiastowa - otóż skoczyli w stronę Bolu i zalali go stertą suchych chusteczek do nosa, aby mógł otrzeć łzy. Wtem z helikoptera wychodzi Len w matrixowym płaszczu i robi skoki, akrobatyki jak w Matrixie i uderza w Bolu, po którym uderzeniu Bolu podnosi się na duchu i już nie rozpacza. W tym samym czasie podbiega jego kochana siostrzyczka Driada i daje mu w prezencie jego ulubioną paczkę 10kg żelków oraz malutkiego żuka gnojaka, którym razem zaczynają się bawić jedząc przy tym żelki. Gdy nagle wszyscy w pobliżu będący, usłyszeli odgłos niezwykle kojący. A był to odgłos akordeonu, którym to Czesław ich raczył z balkonu. I gdy tak wszyscy się zasłuchali, nerwy i smutki głeboko schowali, sielankę im przerwał powrót szefostwa, które... Wróciło z jakże to pięknych Włoch z tym, że... Drops z pięknym Włochem, a seven z piękną Włoszką. Wszyscy byli w szoku, ale oni się tym nie przejmowali. Na szczęście nie zapomnieli o swoich kochanych i wiernych userach i przywieźli im piękne prezenty, które....
  Pier*olenie o szopenie.
Heh, kumpel ze szkoły ma akordeon guzikowy z Włoch za 10 czy 20k Euro i powiem Ci, że waży jeszcze więcej niż klawiszowy Masakra. Mi się czasem z klonową gitarą nie chce stać w domu, a taki koleś koncert gra na czymś 5 razy cięższym
  Sprzedam Ferrari empire
Mam do sprzedania akordeon marki Ferrari empire. Jest to włoski produkt o bardzo ładnym brzmieniu. Ma 120 basów, 3 registry przy klawiaturze i 2 przy basach.Cena do uzgodnienia.
Kontakt: gg-6534045
  Sprzedam akordeon "Pigini"
Witam! Mam do sprzedania włoski akordeon firmy "Pigini", model convertor 55 B/ Senior C.E. Stan bardzo dobry. Użytkowany przez 3 lata. Cena do uzgodnienia. Kontakt telefoniczny 668 386 078
  Sprzedam akordeon guzikowy Scandalli
@arttango

A moge wiedziec z jakiego zrodla masz ten akordeon? Tzn czy kupowales przez Puchnowskiego, czy przez kogos innego, czy bezposrednio z Wloch?
  akordeon nie po polsku
fisarmonica to nie skrot lecz słowo okreslajace akordeon bodajze włoskie
  akordeon nie po polsku
Oficjalny skrót to Acc. , a włoska nazwa to accordeono.
zle. Po wlosku akordeon jak juz koledzy wspominali to FISARMONICA- zapamietaj
  Koncerty;-)))
Nasz aglomeracyjny dwugłos o koncercie folkowej Czeszki:

Romantyczna Raduza
Czeska pieśniarka folkowa zgromadziła w Sali Kameralnej Zamku cesarskiego całkiem spory tłum. Być może nawet zbyt spory jak na panujące w tej sali warunki... klimatyczne.

Na gorąco narzekała sama artystka, niektórzy widzowie zaś, którzy w przeciwieństwie do pieśniarki, nie mieli zapasów wody mineralnej, zdawali się przysypiać. A szkoda, bo Czeszka okazała się zarówno multiinstrumentalistką, jak i multilingwistką.

Raduza zagrała dla nas na akordeonie, na gitarze oraz na pianinie. Śpiewała po czesku, po polsku, rosyjsku, francusku, włosku i... turecku. Pomiędzy utworami zaś w niewymuszony sposób zagadywała publiczność całkiem poprawną polszczyzną.

Nic dziwnego zresztą; jedna z jej piosenek, na poły zaśpiewana po czesku, na poły po polsku, opowiadała o pewnej ciekawie zapowiadającej się znajomości, która rozpoczęła się w... Warszawie.

O miłości zresztą zdaje się traktować większość wyśpiewanych przez Raduzę pieśni. Pozostałe zaś opowiadały o górach i o podróżach. Niestety, pomimo podobieństwa języków, trudno mi było zrozumieć teksty w całości, co przy tego rodzaju twórczości, w znacznym stopniu utrudnia jej odbiór.

Wydaje mi się jednak, że pieśniarce zabrakło trochę drapieżności, która niezbędna jest nie tylko w ostrym heavy metalu, ale i w „łagodnym” folku. Może to właśnie brak tego pazura, a nie panująca na sali temperatura spowodowała, że niektórzy czasem przysypiali. Bo w czasie wykonania przez Raduzę znakomitego „Żagla” Włodzimierza Wysockiego nie spał chyba nikt.

Krzysztof Ulanowski

Pazura nie brakło

W każdym razie tak myślę. Wyraźny temperament, świetny głos, doskonałe opanowanie kilku instrumentów, wreszcie – śpiewanie o ważnych sprawach życia, co można było usłyszeć nawet niezbyt dobrze znając czeski. Absolutnie nie żałuję, że to popołudnie spędziłem właśnie na koncercie Raduzy. A heavy metal? Toż to zupełnie inna muzyka. Zresztą, wcale nie jestem przekonany, że interpretacje Raduzy były nazbyt łagodne...Ja tam w każdym razie miałem o czym myśleć po koncercie....

Darek Kaczyński
  Gigi D"Agostino
Gigiego szalenie lubię, choć w określonych dawkach. Lata temu bawiłam się w jednej z włoskich dyskotek i za konsoletą stał właśnie D'Agostino; to co wyprawiał z muzyką było niezwykłe Szaleństwo! Najbardziej lubię Amorelettronico, jest świetna wersja z akordeonem.
  siema siema :D
taka włoska raszpla co to hity danceowe z przygrywkami na akordeonie robi ..
  TANGO w Lipuszu!
Witam wszystkich.

Chciałbym gorąco zachęcić wszystkich niebanalnych ludzi w Lipuszu i okolicach (niezależnie od wieku) na wzięcie udziału w Warsztatach Tanga Argetyńskiego, które odbędą się 22 i 23.09.2007 w Lipuszu.
Chcemy w ten sposób zainagurować naukę tego pięknego tańca.
Szczegóły wkrótce pewnie pojawią się na plakatach.

Czy taniec może być pasją? Tak jeśli jest nim Tango Argetyńskie. Sam bym w to nie uwierzył, gdyby mnie to nie spotkało przed ponad rokiem. Poszliśmy na kurs (tak poprostu by się poruszać) i nas wzięło. Dokąd mieszkaliśy w Gdańsku dużo tańczyliśmy (kursy, warsztaty, ćwiczenia i przeliczne imprezy tangowe tzw. milongi - bywało, że byliśmy w tygodniu na 4 milongach). Jak przed ponad pół roku przeprowadziliśmy się do Lipusza trochę się nam to urwało, ale dlaczego by nie tańczyć w Lipuszu. Dzięki Tangu poznaliśmy wspaniałych ludzi, którzy potrafią się świetnie bawić i przyjaźnić.

Odsyłam zainteresowanych na stronę mojego macierzysrego klubu:
www.tangoclub.pl
z którego pozwoliłem sobie skopiować do tego forum następujące słowa:
,,,,,,,
czym jest fenomen, zwany tangiem argentyńskim? Na czym polega jego moc przyciągania coraz to nowych pokoleń; moc trwania wśród ciągle zmieniających się mód, upodobań i trendów? Narodziło się pod koniec XIX wieku w Argentynie. Jest pełne pasji, namiętności i ognia, któremu towarzyszy równie gorąca muzyka. Słyszymy tu m. in. kubańską habanerę, włoskie pieśni ludowe, niemiecki akordeon o specyficznym ostrym, jasnym brzmieniu (tzw. bandoneon). Jeśli raz pokochasz tango, ono odwzajemni Ci się tym samym i z pewnością zawładnie na zawsze Twoim sercem i ciałem. Tango to taniec bardzo wymagający (jednak zdecydowanie wart włożonego weń wysiłku!). Bez systematycznej nauki i regularnych ćwiczeń nie da się poznać jego istoty, zaprzyjaźnić się z nim. Na naukę tanga kobieta potrzebuje średnio pół roku, mężczyzna - co ciekawe - przynajmniej około roku, gdyż to on odgrywa tu wiodącą rolę. Jest to taniec intymności, bliskiego kontaktu. Partnerzy, z często zupełnie obcych sobie ludzi, nagle stają się połączeni tajemną nicią porozumienia. Dzieje się tak, ponieważ tańcząc tango, oboje muszą nauczyć się instynktownego reagowania na partnera i wyczuwania jego intencji szóstym zmysłem. Tu nie ma instrukcji ani zestawu figur czy kroków. Tańczący - zwykle mężczyzna jako pierwszy - interpretują utwór na swój własny sposób i decydują, jak do niego zatańczyć. Odpowiadają na dawane sobie nawzajem sygnały, poznając siebie, wyczuwając swoje reakcje. Partner oplata partnerkę ramieniem i nawiązuje z nią niezwykle bliską relację. Nie ma to nic wspólnego z nerwowym i histerycznym tańcem, jaki czasem możemy obserwować na pokazach i konkursach.
  Nowe akordony
ostatnio się dowiedziałem, ze w sprawie nowych akordeonów to w polsce jest kiepsko, bo do naszego kraju przychodzą ogólnie gorsze jakościowo instrumenty niż np do Niemczech, czy Włoch.
  Szukam zespołu na wesele, który ma wolny termin....
Ich specjalnością są NIEZAPOMNIANE WESELA.

Grają na wielu instrumentach.
Od akordeonu poprzez gitary, perkusję i harmonijkę ustną aż do skrzypiec.

Bawią gości i śpiewają wszyscy.
Ich wesela łączą pokolenia.

UWAGA!

Na każde wesele przygotowują masę atrakcji i niespodzianek:

- Konkursy i zabawy dla Gości z NAGRODAMI OD ZESPOŁU!
- Prezenty od Zespołu DLA MŁODEJ PARY!
- HAPPY OUR czyli koncert życzeń i dowolne dedykacje GRATIS!
- Loteria Fantowa z losowaniem atrakcyjnych wygranych.
- Specjalne utwory dla Dziadków i osób bardzo wiekowych (gramy wtedy ciszej)
- Zabawy i ulubione piosenki dla Najmłodszych
- Pierwszy taniec dla Pary Młodej z dowolnie wybranym przez Młodych utworem!
- Animują wiele zabaw, "wężyków", podrywają najbardziej opornych gości do tańca
- Śpiewają znane piosenki biesiadne przy stole wraz z Gośćmi (rozdają teksty piosenek)!
- MAJĄ W SKŁADZIE PIĘKNĄ WOKALISTKĘ. Nie tylko doskonale śpiewa ale także gra na akordeonie. A jest to nie lada atrakcja!
- Zazwyczaj grają dłużej niż to mają zapisane w umowie!
- Mają NOWE NAGŁOŚNIENIE I OŚWIETLENIE, które pozwala nagłośnić i oświetlić dwie sale - idealne rozwiązanie jeśli wesele odbywa się w kilku pomieszczeniach.
- Dojeżdżają do każdego miejsca w Polsce, choć są z Warszawy i z Łodzi grali już w górach i nad morzem. Bez problemu.
- Śpiewają dobrze po angielsku, po rosyjsku, po włosku i... PO POLSKU. A nie każdy zespół potrafi dobrze i czysto śpiewać.

Dlatego wysłuchajcie koniecznie ich DEMO! Jest na stronie http://www.beatbrothers.pl

Warto odwiedzić tę stronę WWW, bo jest tam bardzo dużo ważnych dla Wszystkich Młodych Par informacji.

ZAPRASZAM W IMIENIU ZESPOŁU!!!

http://www.beatbrothers.pl
  Szukam zespołu na wesele, który ma wolny termin....
Ich specjalnością są NIEZAPOMNIANE WESELA.

Grają na wielu instrumentach.
Od akordeonu poprzez gitary, perkusję i harmonijkę ustną aż do skrzypiec.

Bawią gości i śpiewają wszyscy.
Ich wesela łączą pokolenia.

UWAGA!

Na każde wesele przygotowują masę atrakcji i niespodzianek:

- Konkursy i zabawy dla Gości z NAGRODAMI OD ZESPOŁU!
- Prezenty od Zespołu DLA MŁODEJ PARY!
- HAPPY OUR czyli koncert życzeń i dowolne dedykacje GRATIS!
- Loteria Fantowa z losowaniem atrakcyjnych wygranych.
- Specjalne utwory dla Dziadków i osób bardzo wiekowych (gramy wtedy ciszej)
- Zabawy i ulubione piosenki dla Najmłodszych
- Pierwszy taniec dla Pary Młodej z dowolnie wybranym przez Młodych utworem!
- Animują wiele zabaw, "wężyków", podrywają najbardziej opornych gości do tańca
- Śpiewają znane piosenki biesiadne przy stole wraz z Gośćmi (rozdają teksty piosenek)!
- MAJĄ W SKŁADZIE PIĘKNĄ WOKALISTKĘ. Nie tylko doskonale śpiewa ale także gra na akordeonie. A jest to nie lada atrakcja!
- Zazwyczaj grają dłużej niż to mają zapisane w umowie!
- Mają NOWE NAGŁOŚNIENIE I OŚWIETLENIE, które pozwala nagłośnić i oświetlić dwie sale - idealne rozwiązanie jeśli wesele odbywa się w kilku pomieszczeniach.
- Dojeżdżają do każdego miejsca w Polsce, choć są z Warszawy i z Łodzi grali już w górach i nad morzem. Bez problemu.
- Śpiewają dobrze po angielsku, po rosyjsku, po włosku i... PO POLSKU. A nie każdy zespół potrafi dobrze i czysto śpiewać.

Dlatego wysłuchajcie koniecznie ich DEMO! Jest na stronie http://www.beatbrothers.pl

Warto odwiedzić tę stronę WWW, bo jest tam bardzo dużo ważnych dla Wszystkich Młodych Par informacji.

ZAPRASZAM W IMIENIU ZESPOŁU!!!

http://www.beatbrothers.pl


POLECAM.
  Teatr Lalek "Arlekin"
Arlekin świętuje jubileusz

17.09.2008

To już 60 lat! W 1948 roku Henryk Ryl założył w Łodzi Teatr Lalek Arlekin. Początkowo teatr mieścił się w budynku przy ul. Piotrkowskiej 151, ale już dziesięć lat później przeniósł się do obecnej siedziby przy ul. Wólczańskiej 5. I tam właśnie rozpoczyna nowy, jubileuszowy sezon artystyczny.

A rozpoczyna go silnym uderzeniem - III Międzynarodowym Festiwalem Sztuki Ulicznej TrotuArt.

- Pragnę podkreślić, że impreza zmienia nazwę na taką, o jakiej myśleliśmy od początku, czyli festiwal sztuki ulicznej, a nie tylko teatrów ulicznych - mówi Waldemar Wolański, dyrektor naczelny i artystyczny "Arlekina". - Formuła przedsięwzięcia będzie więc znacznie szersza, sięgająca do teatru, muzyki i sztuk plastycznych.

Program tegorocznego festiwalu, który odbędzie się w dniach 20-21 września, jest bardzo interesujący. Gwiazdą imprezy będzie głośny francuski teatr La Compagnie Malabar, który na rynku Manufaktury pokaże widowisko "Le Bestiaire Etincelant". Compagnie Malabar to od ponad 25 lat mistrzowie parad i imponujących, pełnych rozmachu spektakli. W Łodzi pokażą przedstawienie opierające się trochę na fantastyce, trochę na mitologii, a inspirowane wpływami afrykańskimi, włoskimi i katalońskimi. Biorący w nim udział artyści to świetni żonglerzy, linoskoczkowie, akrobaci i tancerze. Wszyscy mogą się pochwalić niesłychaną sprawnością techniczną. To członkowie Compagnie Malabar jako pierwsi opanowali sztukę chodzenia na pneumatycznych szczudłach.

Oprócz Francuzów, w Łodzi zobaczymy Krzysztofa Falkowskiego z Teatru Lalki i Maski "Groteska", który animuje marionetkami przypominającymi muzyczne gwiazdy czy The Ukrainian Accordion Quartet - znakomitych akordeonistów. Skoro sztuka ulicy, to będzie też kataryniarz: Tomasz Sylwestrzak, aktor bielskiej "Banialuki". Grupa bębniarzy Torann z Irlandii da popis gry na bębnach, Robert Pieculewicz będzie grał na gitarze, a Nassara Percussion Group - na tradycyjnych afrykańskich instrumentach perkusyjnych. Zawitają jeszcze słowacki Divadlo v kufri, Teatr Malutki z Warszawy i polsko-ukraiński Teatr Nikoli. A "Arlekin" i Teatr Groteska z Krakowa zaprezentują swoje smoki. Festiwal zajmie ulicę Piotrkowską, a tradycyjnie otworzy go oficjalnie kolorowa parada, która pomaszeruje Pietryną od pasażu Schillera do placu Wolności. Szczegółowy program festiwalu podamy w najbliższym "Bywalcu".

Warto dodać, że festiwalowi towarzyszą dwa konkursy: na żywy posąg i na najciekawsze przebranie parady. W obu można wygrać po tysiąc złotych. Organizatorzy zaplanowali również pokaz sztuki graffiti.

W nowym sezonie Teatr Arlekin zaplanował dwie premiery. Pierwsza z nich przygotowana będzie specjalnie na jubileusz 60-lecia. 28 grudnia zobaczymy "Operę za trzy grosze" Bertolta Brechta i Kurta Weilla w reżyserii Waldemara Wolańskiego i ze scenografią Marii Balcerek. W inscenizacji jednego z najsłynniejszych musicali mają wziąć udział wszyscy aktorzy "Arlekina".

- Niezwykłe będą już same lalki - zapewnia Waldemar Wolański. - Będą one bowiem na przykład skrzyżowaniem człowieka z samochodem lub bankomatu z dyrektorem i jego fotelem. Czyli zobaczymy coś, co jest możliwe tylko w teatrze lalek.

"Opera za trzy grosze" będzie przedstawieniem dla widzów dorosłych, a zdaniem jego twórców, wymowa tekstu Brechta jest wciąż nadzwyczaj aktualna. Przekonamy się już w grudniu.

Kolejna premiera - 14 marca. Wojciech Kobrzyński przygotowuje spektakl do scenariusza Eugeniusza Szwarca "Najzwyklejszy cud". Autorem scenografii będzie Pavel Hubićka. "Podobno cudów nie ma, a jeśli już się zdarzają, to nie są to fakty zwyczajne. Może jednak cuda zdarzają się i to tak zwyczajne, że ich nie dostrzegamy" - zapowiadają przedstawienie jego twórcy.

W styczniu zobaczymy kolejną "Szopkę satyryczną", a w kwietniu kolejna wielka impreza - VI Międzynarodowy Festiwal Solistów Lalkarzy. To jeden z nielicznych tego typu przeglądów na świecie i jedyna w Polsce prezentacja solowych popisów lalkarzy. Festiwal odbywa się co dwa lata.

Obecnie "Arlekin" to już nie tylko teatr, ale też Zespół Pieśni i Tańca "Harnam", którym teatr się opiekuje i któremu udzielił tymczasowej siedziby.

- W zespole są ci sami tancerze, ale zmieniła się dyrekcja. Mam nadzieję, że tchnie to nową energię w tę grupę - dodaje Waldemar Wolański.

Trwa adaptacja nowej siedziby "Harnama" przy ul. Piotrkowskiej 282a, w dawnej Krajowej Izbie Mody. Już 4 października ma się tam odbyć koncert inauguracyjny zespołu. Harnam także poszukuje cały czas nowych chętnych do tańczenia w zespole. Po zawirowaniach, ten jeden z najbogatszych historią łódzkich zespołów tanecznych został uratowany.

Dariusz Pawłowski - POLSKA Dziennik Łódzki
  Płyta godna przesłuchania
Porter&Lipnicka "good bye"
Jakie jest to "pożegnanie" Anity Lipnickiej i Johna Portera? Muszę przyznać, że nie rozstaję się z płytą od dnia premiery, i myślę, że spokojnie mogę spróbować ocenić i przeanalizować tych jedenaście kompozycji.

Zanim jednak przejdę do sfery dźwiękowej, chciałbym poświęcić kilka wersów na opis tzw. bookletu, czyli oprawy graficznej, która sprawia, że warto mieć oryginał płyty (co w dzisiejszych czasach wcale nie jest takie oczywiste). To naprawdę dobrze wydany booklet, który jest przykładem tego, że proste może być piękne. Teoretycznie niczym się nie wyróżnia, nie szokuje estetyką. Zawiera ciekawe fotografie (autorstwa Anny Włoch), teksty piosenek i podziękowania. Niby nic nadzwyczajnego, a jednak całość sprawia wrażenie małego „działa sztuki”.

Oczywiście, tak jak nie szata zdobi człowieka, tak okładka i zdjęcia nie zastąpią zawartości płyty. Płyta składa się praktycznie z samych spokojnych, stonowanych utworów. Piosenki raczej smutne, dla niektórych może nawet dołujące. Oczywiście w tym przypadku decyduje kwestia gustu, a jak wiadomo, o nich nie ma potrzeby dyskutować.

Płyta klimatycznie oscyluje oczywiście w tym, co wcześniej mięliśmy okazję usłyszeć pod szyldem Lipnicka &Porter. Podobnie jak na „Inside Story” było już mniej optymizmu i tempa w stosunku do „Nieprzyzwoitych piosenkach”, tak na „Goodbye” jest ich jeszcze mniej. Nie znajdziemy tutaj drugiego „Bones of love” czy „Then & now”. Jedynym utworem do którego można trochę potupać nogą jest singlowe „Old time radio”. Utwór ten jest jak najbardziej potrzebny na albumie, ponieważ po pierwsze, rozwesela, a po drugie, wprowadza dynamikę. Nie jest jednak dobrym odzwierciedleniem calej płyty.

Jeśli chodzi o resztę kompozycji, to jako autor dominuje John. To on jest twórcą większej części muzyki oraz tekstów. Są one bardziej dojrzałe niż te napisane przez Anitę, choć muszę przyznać, że piosenka
„Down by the lake” (z dedykacją Anity dla ojca) bardzo porusza i na pewno jest jedną z perełek na płycie. Z utworów Johna mogę polecić „Lonesome traveller”. Ma w sobie ten pazur i nawet coś z cygańskich
klimatów. Na uwagę zasługuje także piosenka „Good to see you”. Utwór spokojny, poprzeplatany solowymi partiami puzonu i skrzypiec.

Po raz kolejny muszę stwierdzić, że Anita i John wypracowali sobie bardzo dobre brzmienie i styl, które w Polsce niekoniecznie spotykają się z przychylnym odbiorem. „Goodbye” jest akustyczną, bardzo minimalistyczną (w dobrym tego słowa znaczeniu) płytą. Oprócz gitar akustycznych możemy usłyszeć banjo, skrzypce, akordeon, organy Hammonda, Rhodes, wiolonczelę oraz puzon. Nie ma tutaj jednak przesytu. Pojedyncze instrumenty wkraczają w odpowiednich momentach, a gdy się kończą, czekają w ciszy na kolejne. Zatem nie znajdziemy tutaj sprzeczki pomiędzy skrzypcami a trąbką, czy gitarą a banjo. Na tej płycie nikt się nie popisuje, co jest atutem, bo został zachowany umiar, co jest wielką sztuką.

Na koniec zadam sobie pytanie: czy czegoś na tej płycie zabrakło? Myślę, że słuchając tej płyty można czasem odnieść wrażenie, że niektóre utwory są zbyt monotonne. Tak jak się zaczynają, tak też trwają aż do samego końca. Brak w nich zróżnicowania, większego rozwoju akcji i budowania napięcia. Na pewno nie brakuje tego w „Lonesome traveller”, „Run for your love” czy też w “Good to see you”, ale w „Runner run”, „How you doin’ today” lub “Lover turn around” już tak. Ogólnie jednak oceniam płytę na dobrą z plusem, a wielbicieli tego typu klimatów zachęcam do zakupu, bo naprawdę to co zrobił „nieprzyzwoity duet” to kawał dobrej roboty.
www.wiadomosci24.pl
  POP
GOSIA ANDRZEJEWICZ

Gosia Andrzejewicz urodziła się 14 stycznia 1984 roku w Bielsku-Białej. Już w szkole została "dyżurną wokalistką" obsługującą akademie i różne uroczystości. Wygrała ponad 30 konkursów piosenki. Dorastała w Bytomiu, gdzie dwukrotnie otrzymała nagrodę prezydenta miasta za szczególne osiągnięcia artystyczne.

W drugiej klasie liceum została wokalistką zespołu założonego przez studentów Wydziału Jazzowego w Katowicach, jej największym sukcesem był udział w eliminacjach do Opolskich Debiutów. Gosia odeszła z zespołu, a jakiś czas później nawiązała znajomość z Adamem Kamińskim oraz jego bratem Arturem "St0ne" Kamińskim, producentem r'n'b i hiphopowym, współpracującym m.in. z Syndesmo i Peją. Panowie zajęli się produkcją i aranżacją utworów na debiutancki album Gosi. Przy pracy nad tekstami piosenkarce pomogła Alicja Maciejowska. Tekst do utworu anglojęzycznego napisała Chwee Sze Foong.

W trzeciej klasie liceum wokalistka podczas wakacji wyjechała na konkurs do Florencji, tam dostrzegł ją włoski kompozytor Goffredo Orlandi, laureat Sanremo, znany ze współpracy z takimi gwiazdami jak Laura Pausini czy Marco Masini. Zaproponował jej pomoc i został trzecim kompozytorem oraz producentem pracującym nad debiutem Gosi.

Po ukończeniu bytomskiego liceum wokalistka została studentką Wyższej Szkoły Biznesu i Informatyki im. J. Tyszkiewicza i zamieszkała w Bielsku–Białej.

W marcu 2004 roku zakończyła pracę nad swym pierwszym albumem zatytułowanym "Gosia Andrzejewicz". Nagrania odbywały się w studio Fabryka dźwiękuff w Katowicach oraz w studio Gorland we Florencji. Mastering utworów został wykonany przez Jacka Gawłowskiego w Studio MasterLab w Warszawie. Ostatecznie Gosia była autorką większości tekstów i kompozytorką pięciu utworów, jakie na niego trafiły. Krążek ukazał się 4 października 2004 roku nakładem Pearl Music.

Gosia nagrała też drugą wersję otwierającego debiut utworu "Wielbicielka" z Wilkinsem - wokalistą ze Stanów Zjednoczonych. Piosenkę zarejestrowano w wersji hiszpańsko-polskiej, rapowane wstawki to dzieło amerykańskiego rapera Donalda-d. Piosenka ukazała się na płycie Wilkinsa przeznaczonej na rynek amerykański pod koniec września 2005 roku.

Wcześniej, w kwietniu 2005 roku, Gosia została zaproszona na finał Konkursu Eurowizji przez zespół Ivan i Delfin, który zaprezentował utwór "Czarna dziewczyno". Wystąpiła w chórkach oraz zagrała partie solowe na akordeonie.

Nawiązała współpracę z kolejnymi muzykami. Owocem tych poczynań jest m.in. projekt o nazwie "Bitter Sweet-First Sight", nagrany w stylu progressive dance dla wytwórni Goblin Records. Premiera płyty winylowej tego utworu odbyła się na "Dj Meeting" w Oberhausen w Niemczech. Singel pojawił się na składankach w Norwegii, Finlandii, Danii, Szwecji, Japonii, na winylu w Singapurze, a także na płytach CD w Indonezji.

Gosię zaprosił też do współpracy Krist Van D – producent grający z takimi wykonawcami, jak: Dance Nation, Shaun Baker, Steve Murano i DJ Novus (Groove Coverage). Artystka nagrała z nim wspólnie utwór "Waiting for Love".

W czerwcu 2005 roku Gosia, razem ze składem 2-12, nagrała utwór wyprodukowany przez St0ne'a pt. "Daj coś od siebie". Był on dostępny na płycie dołączonej do magazynu "Magazyn Hip Hop" nr 28. Nagrała też z Gorzkim piosenkę "Przestań narzekać" (wyprodukowaną przez St0ne'a), która promowała najnowszą płytę rapera.

W październiku wygrała konkurs zorganizowany przy okazji premiery płyty "RapEskadra 3". Nagrodą był kontrakt z wytwórnią MyMusic/UMC Records.

10 lutego 2006 r. Gosia wystąpiła w białoruskim finale eliminacji do konkursu Eurowizji. Wykonała w Mińsku utwór "Dangerous Game", który 10 kwietnia trafił na płytę "Gosia Andrzejewicz Plus". Znalazła się na niej także polskojęzyczna wersja utworu zatytułowana "Niebezpieczna gra".

Wydawnictwo składa się z dwóch płyt, pierwsza to wydana własnym sumptem płyta Gosi Andrzejewicz. Na drugim krążku znalazły się nowe utwory wokalistki, oraz wersje instrumentalne i a cappella utworów przygotowane z myślą o DJ-ach. Całość promowała piosenka "Pozwól żyć", do której został nakręcony pierwszy teledysk. Znajdziemy go także na płycie.

We wrześniu artystka wystąpiła na Sopot Festival.

Jeszcze tego samego roku, w listopadzie, na rynek trafił kolejny album wokalistki zatytułowany "Lustro". Znalazło się na nim 12 piosenek plus trzy bonusy. "Muzycznie oprócz tego, które już znacie, poznacie kilka nowych wcieleń Gosi Andrzejewicz. Delikatną i kontrowersyjną, śpiewającą romantyczne ballady, szybkie - imprezowe numery, a jednocześnie rymującą bardzo poważnie o aborcji" – reklamował płytę wydawca.

26 lutego 2007 roku tytułowa piosenka z tej płyty trafiła na kompilację nagrań "The Best Women Forever".

Dyskografia:

(2004) Gosia Andrzejewicz
(2006) Gosia Andrzejewicz Plus
(2006) Lustro

Adres strony---> www.gosiaandrzejewicz.pl
Zdjęcie Gosi--->
  Rosja nasza miłość
Autorzy tej książki za jej motto wzięli słowa Ryszarda Kapuścińskiego: "Rosja była, jest i będzie. Była, jest i będzie wielka - w dobrym i złym". Czasem dobrze przeczytać także o tym dobrym, bo zło dociera do nas niemal codziennie.

Spotkali się na studiach w stalinowskim Leningradzie. On przyjechał do Rosji z Francji, ona - ze zrujnowanej okupacją Polski, z doświadczeniem pobytu w warszawskim getcie, ukrywania się w zajętej przez Niemców Warszawie i oglądania oczami nastolatki Powstania. Połączyły ich wspólne zainteresowania, trudności życia codziennego, a przede wszystkim miłość. Do siebie i do kraju, którego kulturę poznawali.

To nie streszczenie melodramatu w realiach powojennej Europy, w której rozpoczyna się zimna wojna, ale wprowadzenie do książki małżeństwa wybitnych znawców Rosji - Wiktorii i René Śliwowskich. Ona - historyczka badająca m.in. dzieje polskich zesłańców na Syberii, on - literaturoznawca, tłumacz, popularyzator pisarzy rosyjskich, znawca Czechowa i rosyjskiej poezji przełomu XIX i XX w.

Obydwoje z tytułami profesorskimi, związani z Uniwersytetem Warszawskim i Instytutem Historii PAN, dziś już dojrzali, piszą o swoich spotkaniach z Rosją, o ludziach, których tam poznali, o tym, co tam zobaczyli w różnych okresach i miejscach, o kulisach funkcjonowania PRL-owskiej rusycystyki i o nieoczywistych dziś aspektach przyjaźni polsko-radzieckiej. O tym, że oprócz oficjalnej nudy i sztampy była ona kultywowana także naprawdę dzięki setkom zwykłych ludzi utrzymujących przyjacielskie kontakty z Rosjanami, dzięki wspólnym zainteresowaniom naukowym, rodzinnym, zawodowym.

Można tę książkę nazwać spowiedzią. Dla mnie to raczej dokumentalny reportaż w formie wspomnień niż rachunek sumienia. Trochę sentymentalny, trochę zabawny, trochę trudny do pojęcia dla kogoś wychowanego w wolności. Na pewno ważny przyczynek do zrozumienia powojennych relacji polsko-radzieckich i polsko-rosyjskich, a także dzisiejszych napięć. Bo współczesne odrzucenie Rosji przez Polaków, strach przed nią, nieufność to niewątpliwie także owoc przymusowej przyjaźni kultywowanej przez prawie pół wieku. Dziś można jednak na pewne sprawy spojrzeć z dystansem, choć nie do końca.

Śliwowscy musieli zacząć pisać swą książkę - albo przynajmniej nad nią pracować - w czasach, gdy Polską rządził PiS, a przyznawanie się do związków z Rosją nie było w modzie, bo groziła za to łatka agenta, razwiedki, piątej kolumny. Dlatego opatrują książkę wstępem: „Nadeszły czasy, w których dawni entuzjaści wstydzą się i ukrywają, gdzie studiowali, nawet wówczas, kiedy ich nauczycielami byli światowej sławi dyrygenci i kompozytorzy”.

Fala prymitywnej rusofobii zawsze może powrócić., ale Śliwowscy nie ukrywają lewicowych tradycji w swoich domach. On nie wstydzi się, krótkotrwałej co prawda, przynależności ojca do partii komunistycznej i jego pracy w komitecie wojewódzkim w Białymstoku po repatriacji z Francji. Ona pisze o lewicowym domu, PPS-ie, ciągotach socjalistycznych jeszcze w czasach licealnych, o czytaniu Marksa, Kautsky'ego i innych teoretyków socjalizmu.

Tym ciekawiej wygląda zderzenie dwójki młodych, pochodzących z inteligenckich domów umiarkowanych lewicowców z Polski z Leningradem czasów Stalina, gdzie przyszło im rozpocząć studia pod koniec lat 40.

Iluzje - jeśli jakieś były - pryskają dość szybko. Już pierwsze zebrania partyjne na uczelni pokazują, że rzeczywistość ma niewiele wspólnego z ideałami komunizmu. Donos, pomówienie, insynuacja, karierowiczostwo - to pokusy, którym nie mogą się oprzeć ani polscy, ani rosyjscy studenci. Śliwowscy - jeszcze wtedy niebędący małżeństwem - nie przyjmują takich reguł gry, raczej obserwują i wyciągają wnioski, choć nie podejmują także gwałtownych prób sprzeciwu.

Oboje przechodzą przez kilka lat studiów kolosalną szkołę życia, wybierając - inaczej niż część ich kolegów - przyzwoitość lub przynajmniej neutralność zamiast awansów. Fortuna zresztą na pstrym koniu jeździ, o czym mogą się przekonać także niektórzy opisywani przez Śliwowskich arywiści, gdy na skutek jednego nieroztropnego gestu czy słowa ich kariera wisi na włosku albo się wali - jak niejakiego kolegi Paci relegowanego ze studiów w ZSRR, bo zapomniał, gdzie schował kupiony ze składkowych pieniędzy akordeon. Na nic zdał się jego rewolucyjny zapał.

Lata po studiach to nieustanne powroty Śliwowskich do ZSRR, nowe przyjaźnie, słynne rozmowy "na kuchniach", gdzie można było sobie pozwolić na swobodę, kontakty naukowe i prywatne. Udało im się także utrzymać kontakt z bliską Renému z czasów dzieciństwa Francją. Tak to się plotą polskie dzieje, że Francja i Rosja często idą w nich w parze. Tak było w przypadku zmarłego niedawno b. szefa MSZ Stefana Mellera, tak było w przypadku Śliwowskich.

Kogo na swojej drodze spotkali w Rosji Śliwowscy? Pisarzy, naukowców, kwiat rosyjskiej inteligencji. Śliwowscy mieli to szczęście, że poznali cudownych Rosjan, lepszych niż średnia statystyczna. Dzięki nim mogli prawie nie zauważać, jak wygląda ZSRR jako państwo.

Takich znajomości i takiej szansy spojrzenia na Rosję wypadałoby życzyć każdemu Polakowi. Trochę umożliwia ją kontakt z wciąż obecną w Polsce i pociągającą kulturą rosyjską. Książka Śliwowskich to zachęta, by niezależnie od tego, kto i jak rządzi na Kremlu, nie odsuwać się całkiem od Rosji, a już na pewno nie odsuwać się od Rosjan.

Źródło: Gazeta Wyborcza
 



AKORDEON GUZIKOWY WELTMEISTER
Akordeon Paolo Soprani
AKORDEON PAULO SOPRANI
AKORDEON naprawa
AKORDEON NAUKA
akordeony Serwis
AKORDY NA AKORDEONIE
aktorki fotki
Alanis Morissette Hands clean
Akcja Armi Krajowej
Aktywność gospodarcza człowieka
Akwaria Gdynia
akcje net notowania
Akcent Małgorzata
akumulatorki do aparatów fotograficznych
  • bezimienni granda pobierz
  • mieszkania;wynajem;gorzow;wielkopolski
  • b stefaF1ski malarz
  • zasada szufladkowa dirichleta
  • bielsko biala osowiec
  • opis wycieczki szkolnej
  • kamieniarsko
  • south american civilizations
  • ""krzysztof matlg"" toyota